O podróżach spektaklu "blisko" i teatralnych wyzwaniach

Mamy dla Was wywiad z Alicją Morawska-Rubczak, pedagodiem teatru, reżyserką spektaklu "blisko", Kuuki" i wielu innych.

Rozmawia Maria Maczuga.

Trwają intensywne próby „blisko”, którego premiera odbyła się w listopadzie ubiegłego roku. Czy to znaczy, że spektakl się zmienia?

Spektakl okazał się na tyle bliski widzom w różnych częściach Polski i świata, że otrzymujemy bardzo dużo zaproszeń w różne miejsca. Dołączyliśmy też do programu Teatr Polska 2017 (www.teatrpolska.pl) w ramach, którego będziemy jeździć po miejscowościach nie posiadających scen teatralnych. Podróżujemy na tyle dużo, że potrzebujemy drugiej obsady. Tancerze pracują teraz w czwórkę. Ania Dziedzic i Paweł Grala będą grać „blisko” razem z Pauliną Giwer-Kowalewską i Filipem Meyer-Lütersem. Planujemy obsady mieszane, nową i starą. Spektakl na pewno się zmieni, ponieważ nowi tancerze mają inną energię, a na tych energiach jest zbudowany. Uczą się pewnych elementów choreografii, ale także bardzo dużo dają od siebie. Dysponują zupełnie innym zapleczem, jeśli chodzi o przygotowanie. Taniec współczesny znajduje się w ich wspólnym obszarze działania, lecz Filip i Paulina z wykształcenia są również aktorami, a Paweł i Ania to głównie tancerze. Z Anią pracuję od kilku lat. Paweł jest improwizatorem, ma doświadczenie w pracy z dziećmi, ale to będzie jego pierwszy taki spektakl. Na próbach widzę, jak tworzy się fajna atmosfera i jakość w budowaniu relacji z maluszkami. Jestem przekonana, że ta energia poniesie się wśród widzów.
 
Sezon najnajowy rozpoczynacie na początku września i od razu ruszacie w drogę?

 

Tak, pierwsze wyjazdy to Gostyń i Nowa Sól, czyli Wielkopolska i Lubuskie. Tam w domach kultury będziemy pokazywać „blisko” właśnie w ramach projektu Teatr Polska. W późniejszym terminie na naszej trasie znajdzie się m.in. niewielki Kotlin czy bardziej w moich opolskich rewirach – Kluczbork. W zeszłym roku prezentowaliśmy ten spektakl w kilku malutkich miejscowościach. Przekonałam się, że ciekawie jest trafić do miasteczka, w którym czasem zebranie widzów spełniających wymogi naszego najnajowego przedziału wiekowego stanowi wielki sukces. Kolejny raz mój spektakl jedzie w objazd w ramach Teatr Polska. Mam poczucie, że nieocenione w kwestii tego projektu jest to, jakich ludzi spotykamy na swojej drodze i jak fascynujące okazują się te spotkania. To coś wspaniałego.
 
Maluszki biorą czynny udział w Twoich spektaklach. Jak przekonasz rodziców i opiekunów, że taki kontakt ze sztuką, nawet incydentalny, ma ogromne znaczenie dla dzieci?

Okazuje się, że nie trzeba ich za bardzo przekonywać. Zeszłoroczne doświadczenie prezentacji instalacji „LABirynt” (jeszcze bardziej eksperymentalnej formy) pokazało nam, że widzowie potrzebują tylko impulsu. Otrzymaliśmy wiele próśb, żeby wrócić i pytań, czy moglibyśmy prowadzić jakieś zajęcia w danym domu kultury. To dla nas bardzo wyraźny sygnał, że rodzice czują potrzebę takich spotkań, bez względu czy mieszkają w dwu- czy kilkunastotysięcznej miejscowości. Dzieje się tak, ponieważ zakładamy bardzo różne możliwości odbioru. Nie chcemy widza wystawiać na próbę, lecz stwarzać mu komfortowe, bezpieczne warunki, jednocześnie dając sztukę na najwyższym poziomie. To pozwala nam wszystkim na spotkanie, które stymuluje. Wracamy do tych samych miejsc w ramach innych projektów i naprawdę nie musimy publiczności przekonywać. Dzięki dyrektorom w niektórych domach kultury zainicjowaliśmy osobne działania warsztatowe czy, jak w konińskim Centrum Kultury i Sztuki (www.teatrdotknij.ckis.konin.pl), duże, pełnowymiarowe projekty. Dzieci łakną teatru, więc dlaczego nie miałyby spotkać się też z tą formą sztuki?
 
A jak rodziców ubogacają te spektakle, bo oni przecież nie tylko towarzyszą dzieciom, ale współuczestniczą?

Przy okazji „LABiryntu” widziałam przeróżne reakcje rodziców, od nieśmiałości aż do rozluźnienia, chęci działania. Rozmawiałam z niektórymi z nich. Opowiadali o zaskoczeniu tym, że to nie jest bajeczka, nie ma przebrań, aktorzy się nie ukrywają za kostiumem, parawanem czy lalką, lecz pozostają w zupełnie innej obecności. Często taniec, jako narzędzie wykorzystane do spotkania z młodymi widzami, okazuje się dla nich czymś nowym.
W przypadku „blisko”, współuczestnictwo, chwila, kiedy maluszki przebywają na scenie, powoduje, że wszyscy czują się ośmieleni. Widzowie obcują z niełatwą muzyką Wacława Zimpla, choreografią współczesną i pięknymi formami plastycznymi Barbary Małeckiej, które nie kojarzą się ze sztuką dla dzieci. To dla mnie jest znakiem, że coś na pewno w nich zakiełkuje. Nasze ziarna, które biorą do domu, również będą kiełkować i przypominać o spektaklu.
 
„blisko” w projekcie Teatr Polska to znacznie więcej niż spektakl. Przewidzieliście też warsztaty.

Poprowadzę warsztaty „blisko kreatywności”. Kieruję je do dorosłych osób zainteresowanych kreatywną pracą z dziećmi do piątego roku życia. Zależy mi na tym, żeby spotykać animatorów, edukatorów, nauczycieli i osoby, które pracują z dzieciakami. Chcę w nich zaszczepiać myślenie o pracy z maluszkami jako pracy kreacyjnej. Znalezienie w weekend kilkunastu, kilkudziesięciu osób, które wzięłyby udział w takich warsztatach, to trudne zadanie dla dyrektorów domów kultury. Jednak, kiedy uda im się dotrzeć do zainteresowanych, to spotkania są obopólnie satysfakcjonujące. Zawsze dużo się uczę o tym jak wyglądają realia, dowiaduję się jak funkcjonuje nowe przedszkole, czy jak przebiegają zajęcia w grupach teatralnych w domach kultury. Widzę, że uczestnicy warsztatów pożądają nowych narzędzi. Często posiadają interesujące materiały do pracy ze strony edukacyjnej, ale rzadko inspirują się sztuką. Na przykładzie „blisko”, w którym stawiamy na wspólnotę doznań – także tych estetycznych, aktywność odbiorców, a głos oddajemy maluszkom, pokazujemy edukatorom, jak można spojrzeć na dziecko. Jest ono kreatywne, aktywne, współtworzy, ale może także odbierać sztukę, słuchać ambitnej muzyki, pozbawionej wesołych nutek i skocznych melodyjek. Na każdym spektaklu czujemy, jak wiele mały widz z tego wynosi. Ta sztuka rezonuje z dziećmi. Od pierwszych sekund maluszki doskonale wiedzą, jak się odnaleźć w świecie, do którego je zapraszamy. Muszą się trochę przyzwyczaić do ciemności i nowych dźwięków, ale przy bliskości rodziców wchodzą w ten świat z otwartymi oczami.
 
Czy jesienne podróże „blisko” skończą się wraz z projektem Teatr Polska?

Jesień jest bardzo bogata. Oprócz dziewięciu miejscowości odwiedzanych w ramach Teatr Polska, jedziemy na festiwale do Torunia, Warszawy i Bukaresztu. Możliwe, że wyruszymy w jeszcze jeden projekt objazdowy - Sztuka Szuka Malucha w Wielkopolsce. Wyjazdów jest bardzo, bardzo dużo i cieszymy się z tego, bo wtedy spektakl może wchodzić w świat zupełnie nieznanej publiczności. Życie przedstawienia poza jego siedzibą dodaje mu smaku i niezwykłości. Jest też ogromnym wyzwaniem, które chcemy sobie stawiać. Granie poza siedzibą zawsze wiąże się z rozmaitymi technicznymi uwarunkowaniami. Podziwiam tancerzy, że potrafią odnaleźć się i grać w różnych miejscach, układach sceny, być dla widzów i z widzami. Mamy ogromne szczęście, że nasi aktorzy bardzo chcą to robić i świetnie sobie radzą w kontakcie z publicznością.
 
Czerpiesz ze wspomnień tworząc kolejne spektakle?

Bardzo. Dużo się uczę od naszych widzów. Pokazują mi, że cały czas muszę przekraczać granicę, jeśli chodzi o myślenie o tym, jakim odbiorcą jest bardzo małe dziecko. Ciągle stawiam sobie wyzwanie wypracowania takich warunków odbioru spektaklu czy instalacji performatywnej, żeby obecność i aktywność widzów były naturalnie zespolone z działaniami artystów. Z drugiej strony chciałabym stworzyć przedstawienie, które będzie wyłącznie do oglądania. Zapamiętuję różne reakcje. Jestem fanką chaosu na widowni, który rozlewa się na scenę. Uwielbiam, kiedy dzieją się niespodziewane rzeczy, oczywiście w granicach bezpieczeństwa. Odczuwam pobudzający niepokój, gdy zasiadam na widowni, obserwuję rozproszenie i wiem, że moje zaprojektowane myślenie, co się podzieje wśród publiczności, idzie w zupełnie innym kierunku, ale nie mogę nic z tym zrobić. Widzę, jak artyści doskonale potrafią opanować żywioł publiczności. To wspaniałe doświadczenie, że dynamika reakcji może nas wszystkich ciągle zaskakiwać. Najbardziej lubię niespodzianki ze strony dziecięcej publiczności. Zdarza się, że dorośli zaskoczą mnie niemiło, brakiem interakcji lub próbą objaśniania nieustannie scenicznego świata, ale nauczyłam się przez lata, żeby z otwartą głową i akceptacją podchodzić do wszystkich zachowań. Jeśli chcę tworzyć teatr, który w pewnym sensie konstytuują reakcje, to daję moim widzom prawo do bardzo różnych impulsów, wręcz tego oczekuję. Mam coraz więcej pokory dla tego, jak publiczność działa. Jeśli coś nie pójdzie za pierwszym razem, to jeszcze trzeba poszukać sposobu, próbować, sprawdzać. Mam potrzebę ciągłego poszukiwania nowych form spotkania z widzem. Tak było z „Kuuki”, naszym japońskim spektaklem. Wymarzyłam sobie, że dzieci obejrzą długą, bo prawie dwudziestominutową, choreografię, a następnie zaprosimy je do eksploracji nowych przestrzeni scenicznych. Czułam, że w maluszkach jest ten potencjał i to się udało. Nieustannie stawiam sobie wyzwania, ponieważ widzowie ciągle mnie otwierają na to, gdzie jeszcze można poszukać sposobów spotkania z nimi.
 
Dziękuję za rozmowę.
rozmawiała Maria Maczuga
 
Alicja Morawska-Rubczak – reżyser, pedagog teatru. Specjalizuje się w dziedzinie teatru dla dzieci do lat 3 i teatru tańca dla dzieci. Autorka spektakli: „Śpij” (Teatr Baj, Warszawa), "brzUCHO" (Wrocławski Teatr Lalek), "Łódeczka" (Teatr im. C.K. Norwida w Jeleniej Górze), "NIEBOskłon" (Teatr im. W. Bogusławskiego w Kaliszu) i "LABirynt" (spektakl realizowany w ramach stypendium MKiDN Młoda Polska / prod. Art Fraction Foundation), „blisko” (Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu), „Kuuki/Powietrze” (prod. JIENKYO). Doktorantka w Zakładzie Estetyki Literackiej na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM. Członek International Theatre for Young Audiences Research Network, Small Size Association oraz Art Fraction Foundation.